Archiwa kategorii: pracownia

ceramiczne BHP

To była upadająca drukarnia gdzieś w okolicach Łomianek. Drugiego dnia mojej pracy przyszedł pan w wytartym i źle leżącym garniturze i położył przede mną jakiś dokument.

– Tu, proszę podpisać, że było szkolenie BHP.
– Ale przecież nie było…
– Ale będzie!

Podpisałem, i na tym nasza znajomość się zakończyła, bo już więcej nigdy go nie zobaczyłem, ale spoko, papiery się zgadzały. Jak będę miał wypadek na hali produkcyjnej to firma jest bezpieczna. A ja?

Kto pracował na etacie i brał udział w szkoleniu BHP naprawdę (a nie tylko na papierze) ten wie, że czasami nie jest to interesujące, mimo, że BHPowcy stają na głowie by zainteresować i rozweselić grupę znudzonych pracowników, wśród których jedni się cieszą, bo mają wolne i im z tym dobrze, a drudzy panikują, bo mają wolne i w związku z tym zawalą wszystkie projekty. Dla jednych i drugich, to najczęściej zawracanie głowy.

Moje nastawienie do BHP zmieniło się gdy trafiłem do innej drukarni (tak, oczywiście, że należącej do zachodniego koncernu), w której podejście do problemu było zupełnie odwrotne, a kontrola zagrożeń była bardzo skrupulatna. W swojej pracowni implementuję ten zachodni model, czyli taki, który zakłada minimalną troskę o swoje zdrowie (o życie nie, bo na szczęście nie mam maszyn, które mogą zabić). Biorąc pod uwagę to jak bardzo przejmuję się swoimi pracami (czy im nie za sucho, czy się szkliwo dobrze położyło, czy wysokość półki w piecu będzie OK, itd.) uznałem, że swoim zdrowiem też się trochę poprzejmuję. Jestem ważniejszy niż te wszystkie skorupy.

Pył w pracowni

Nie trzeba mieć od razu astmy, żeby cierpieć na zdrowiu z powodu wdychanego pyłu. Można też dyskutować, czy mieszkanie w dużym mieście, w którym normy dotyczące jakości powietrza są kilkukrotnie przekroczone, nie szkodzi bardziej niż kilka haustów szkliwnej mgiełki w pracowni. Nawet jeśli szkodzi bardziej, to co z tego? Nie ma co sobie dokładać. W pracowni mamy pełen wybór pyłów: gliniany, szkliwny, porcelanowy czy na przykład powstający przy szlifowaniu półek piecowych, czasem też gipsowy. Do ochrony dróg oddechowych przed pyłem stosujemy odpowiednie maski. Istotną rzeczą jest też czystość samej pracowni. Wiadomo, że nie paradujemy w masce przez cały dzień, tylko zakładamy zawsze wtedy, gdy w pobliżu naszych dróg oddechowych może się taki pył znaleźć. Pył zbierający się na podłodze wzbija się do góry gdy po nim depczemy – warto odkurzyć porządnie pracownię gdy widzimy, że zaczyna być bardzo zauważalny. Amatorów ceramicznych inhalacji odsyłam do historii Leszka Nowosielskiego, który zapłacił życiem m.in. za pracę z pyłem porcelanowym bez odpowiedniego zabezpieczenia. Zresztą takich historii starsi ceramicy znają wiele. Tak więc jeżeli sypiecie do wiadra gips, przesypujecie szkliwa, sprzątacie zapyloną pracownię, szlifujecie, szkliwicie natryskowo lub robicie cokolwiek innego co powoduje powstawanie pyłu – zawsze zakładajcie maskę przeciwpyłową, to naprawdę nie boli (chyba że za mocno sobie ściśniecie gumkę, wtedy możecie odciąć sobie dopływ krwi do mózgu i umrzeć na miejscu przez niedotlenienie).

Pierogi z ołowiem kto zamawiał?

Jeżeli już mowa o pyle, to należy zwrócić uwagę, żeby nie dostawał się on do żywności, szczególnie gdy zawiera niebezpieczne dla zdrowia związki np. metale ciężkie. Słyszałem o pewnej ceramicznej rodzinie, w której tego samego sita używało się do przesiewania fryty ołowiowej oraz… mąki! I wiecie co? Cała rodzina miała ołowicę – kto by się spodziewał? Inny przykład podsunęła mi znajoma ceramiczka, której kursantka lepiła i szkliwiła na blacie kuchennym. Smacznego!

Szlifierki

W pracowni co jakiś czas pracuję dwoma szlifierkami: małą, tzw. „dremelem” i dużą szlifierką kątową, nazywaną też „diaksem”. W obydwu przypadkach szlifowanie czegokolwiek bez ochrony oczu jest, delikatnie mówiąc, ryzykowne. Regulowane i bardzo gustowne okulary ochronne można kupić już za ok. 20 zł. Oprócz samego dokonania zakupu należy ich także używać. Na założenie i zdjęcie okularów potrzebujemy kilku sekund. Ta ogromna i niepowetowana strata cennego czasu może jednak przynieść korzyść –  na stracenie oka po uderzeniu ostrym odłamkiem ceramicznym wystarczy już tylko ułamek sekundy. Nie orientuję się w cenach na rynku organów ludzkich i nie wiem po ile chodzą oczy, ale może być drogo.

bhp

W przypadku tej drugiej szlifierki, której używam do zdzierania starej warstwy emulsji zabezpieczającej piecowe półki, okulary nie wystarczą. Przyda się jeszcze maska przeciwpyłowa, rękawice robocze i nauszniki. Po co to wszystko? Po pierwsze  – look; tak ubrani prezentujecie się naprawdę wyjątkowo – można sobie cyknąć selfie i podzielić się ze światem. Po drugie: rękawice ochronią wasze ręce gdy przypadkowo szlifierka się ześlizgnie (prędkość 10000 obr/min nie wybacza błędów), maska przeciwpyłowa zatrzyma bardzo drobny pył, który powstaje przy takim szlifowaniu, i który ściele się w promieniu kilku metrów (warto to robić na otwartej przestrzeni). I wreszcie nauszniki. Byłyby zbędne gdyby operacja trwała kilka sekund, ale przy półgodzinnym jazgocie wasz słuch na pewno ucierpi. Takie za 20 zł wystarczą.

Ręce, które toczą

W ogóle, gdy myślę o ochronie rąk, mam na myśli zakładanie rękawic za każdym razem, gdy biorę do ręki nóż introligatorski i zamierzam się siłować z jakimś plastikiem by zrobić szablon, gdy chcę upiłować deskę piłą ręczną (kciuk, który sobie raz prawie rozpołowiłem ma się już dobrze) lub gdy trzymam w ręce mały ceramiczny przedmiot, a tuż obok wiruje diamentowa tarczka. Ta szczególna troska o swoje ręce nie wynika z panicznego strachu przed ostrymi przedmiotami, ona wynika z tego, że z poważnie skaleczonym palcem jako garncarz jestem bezużyteczny przez kilka dni. Spróbujcie potoczyć ze skaleczonym opuszkiem – plaster szybko odpada, nawet taki zawinięty dookoła; glina pięknie wciera się w ranę, a jak ma większy szamot to już w ogóle tragedia. Czy robicie sobie pilling skóry gdy jest uszkodzona? No właśnie.

Na rękawicach nie ma co oszczędzać. Twarde paździochy za 5 zł się nie sprawdzą. Są niewygodne i szybko się rozwalają. Od 30 zł w górę można się zaopatrzyć w naprawdę solidne i wygodne rękawice robocze, które jednocześnie sprawdzą się też przy wyjmowaniu gorących półek z pieca. Niestety producenci i sprzedawcy uznają, że tylko mężczyźni z łapami jak bochenki mogą wykonywać prace wymagające ochrony rąk, i ciężko znaleźć coś dobrego w mniejszych rozmiarach, ale jeżeli dobrze poszukacie to znajdziecie także dobre rękawice pasujące na mniejsze, kobiece dłonie.

Oparzenia

Temat nie wymaga chyba szerszego komentowania – warto mieć w pracowni Panthenol. Gorące półki wyjmuję oczywiście w rękawicach, piecowy wsad jest zbyt cenny żeby go upuszczać przez bezmyślne oparzenie paluchów. Jeżeli waszą pracownię odwiedzają dzieci, zwróćcie uwagę, czy nie kręcą się obok gorącego pieca, bo się przypalą i już nigdy nie będą miały szans w konkursie na miss i mistera kolonii. Oparzyć można się też opalarką lub palnikiem gazowym (czasem przydają się w pracowni), ale tutaj po prostu potrzebna jest uwaga i rozsądek. Opalarka jest podobna do suszarki, więc może sprawiać wrażenie niegroźnej, ale kierowanie strumienia powietrza o temperaturze 600°C w stronę ciała należy zdecydowanie uznać za nierozsądne.

Igranie z ogniem

Kto był na wypale raku? Raku jest fajne. Niektórzy twierdzą, że nawet magiczne, i gdyby tylko to słowo nie było przez środowisko ceramiczne wyświechtane jak znak Polski Walczącej przez dresiarzy, to bym też tak uważał.  Obecnie, gdy jadę na raku zawsze biorę ze sobą:

  • półmaskę z filtrem A1B1E1K1, zabezpieczającą drogi oddechowe przed wdychaniem gazów i dymu (nie, maska przeciwpyłowa za 2,5 zł, której używacie w pracowni nie filtruje gazów; filtruje pyły, dlatego nazywa się maską przeciwpyłową i w tym przypadku będzie odpowiednikiem podziurawionej prezerwatywy – no po prostu bez sensu),
  • okulary ochronne – przydają się gdy trzeba zajrzeć do pieca, a bije z niego nieprawdopodobny żar, który uniemożliwia trzymanie otwartych oczu przez dłuższą chwilę,
  • ciuchy bawełniane (nie z tworzyw sztucznych),
  • grube rękawice, najlepiej kupić sobie takie ognioodporne,
  • gaśnicę (macie w samochodach, chyba że szwagier przymknął oko przy przeglądzie technicznym i puścił).

Jeżeli macie długie włosy to schowajcie je np. pod czapką lub chustą. Ja oczywiście nie mam tego problemu ze względu na wygodną i szykowną fryzurę. Oczywiście nie zapominajmy o bezpieczeństwie w obchodzeniu się z gazem!

Porządek musi być

Porządek miejsca pracy gwarancją bezpieczeństwa! Zdaję sobie sprawę, że przechodzę do banałów i że część z was ma porządek w dupie. To bardzo indywidualna sprawa – jednym pracuje się znaczenie lepiej w bałaganie (kontrolowanym oczywiście wyłącznie przez nich samych), a inni muszą mieć równo poukładane narzędzia, bo inaczej zwariują. Ja staram się dbać o porządek w pracowni nie tylko ze względu na konieczność szybkiego dostępu do właśnie tej jednej jedynej szpatułki, która ma najlepszy kształt do zaciągania tego jedynego miejsca w tym jednym wyjątkowym produkcie, ale też ze względów bezpieczeństwa i dbania o zdrowie. Pałętające się po podłodze kable są świetne gdy chcecie się potknąć i wybić zęby albo zniszczyć pracę nad którą miesiąc pracowaliście. Źle zorganizowane stanowiska pracy mogą wpływać na ergonomię, a to w konsekwencji może narażać na niepotrzebny wysiłek (bolący kręgosłup tak bardzo zniechęca do pracy). Oczywiście nie chodzę po pracowni i nie sprawdzam kątów pod jakimi pracują moje kończyny i nie mierzę ilości kroków od stanowiska do stanowiska. Ale gdy zauważam, że miejsce do odlewania w formach jest za szerokie i wymusza niepotrzebne przenoszenie ciężkich form w pozycji bardzo niewygodnej, to to zmieniam, sprawdzam czy jest lepiej i ewentualnie coś poprawiam. Podkreślam, że nie chodzi mi o sporadycznie wykonywaną pracę, tylko o codziennie powtarzane czynności. Sprawa kręgosłupa jest dla ceramików o tyle ważna, że mają często do czynienia z ciężkimi przedmiotami. Glina, sypki gips, szkliwa, formy gipsowe – to wszystko waży. Jeżeli podnosimy coś z ziemi, to tylko kucając, a nie nachylając się. Nie zadbacie o to dziś – zadba o to za kilka lat jakiś kręgarz czy ortopeda; ale przyjemnie nie będzie. Skończyłem pisać ten akapit i przypomniałem sobie, że przecież powinienem codziennie robić ćwiczenia na kręgosłup, ale ich nie robię. Uderzę się zatem w pierś, bo się mądrzę, a sam o siebie nie dbam.

Ceramika prąd nie tyka

Dzwonię raz do warszawskiego ZGNu, z pytaniem o pewien lokal do wynajęcia. Chciałem dowiedzieć się czy jest tam instalacja trójfazowa (potrzebna mi do obecnego pieca, a do większego w przyszłości to już na pewno). „Światło to tam jest, a tak to ja nie wiem” – tyle się dowiedziałem. Koniec anegdoty.

Przed podłączeniem pieca, zainstalowałem sobie dzięki pomocy znajomego (jeszcze raz dzięki panie Karolu) wyłącznik różnicowo-prądowy. To takie urządzenie, który wykrywa, że gdzieś „ucieka” prąd. Prąd może uciekać np. przez ciało człowieka, gdy jest przebicie do obudowy, a człowiek tej obudowy dotyka, bo się zmęczył pracą przy źle zaprojektowanym stanowisku i z tego zmęczenia się o piec oparł (przyjmijmy, że piec był zimny, bo oparzenie i porażenie prądem to już za dużo szczęścia no i historia też staje się mało wiarygodna). I tak się składa, że w moim piecu takie przebicie na obudowę się zdarzyło – prawdopodobnie jedna ze szpilek przytrzymująca spirale w piecu była nieco za długa i przechodziła przez całą cegiełkę aż do obudowy. Problem naprawiony, piec działa jak należy. Aby mieć pewność, że to zabezpieczenie działa poprawnie, raz na na jakiś czas należy użyć guzika testującego (producent proponuje comiesięczne testowanie).

Jeżeli używacie suszarki lub opalarki do szybkiego podsuszania prac, zwróćcie uwagę na włącznik. Najprawdopodobniej nie jest on wodoszczelny, a wy używacie go mając często na ręce glinowy szlam. Zgadłem? Ten szlam zawiera dużo wody i dzięki temu przez serduszko ceramika mogą pomknąć elektrony. Jeżeli dłoń na skutek skurczu zaciśnie się, przedłużając wasz kontakt z elektrownią, możecie już nigdy nic nie wytoczyć. A przecież jeszcze tyle niezrealizowanych projektów przed wami, tyle nocy nieprzespanych przez natłok myśli o nowych recepturach szkliw. Serio, nie warto ryzykować. Taki włącznik można zabezpieczyć folią i mocną taśmą klejącą. Oczywiście po jakimś czasie trzeba to poprawić. Dodatkowo można taką opalarkę podłączać do sieci wyposażonej w wyłącznik różnicowo-prądowy. Jeśli was nie przekonałem i uważacie, że przesadzam, że nic się WAM nie stanie, to wyobraźcie sobie trzęsącego się kursanta, któremu tę niezabezpieczoną opalarkę daliście do ręki. Jeżeli nie będziecie mieli wtedy szybkiego dostępu do wyłącznika prądu, to chyba trzeba będzie nauczyć się pięknie recytować: „to nie moja wina wysoki sądzie”. No i ci prawnicy… ich usługi są takie drogie.

Podsumowanie

Obserwując nasze polskie podwórko (nie chodzi mi o ceramikę, ale o pracę w towarzystwie jakichś zagrożeń tak w ogóle) niestety odnoszę wrażenie, że dominuje wśród nas model macho. Zakładanie na siebie elementów ochronnych to obciach, to komunikowanie, że się jest słabym lub że się czegoś nie umie. Prawdziwy fachowiec nie potrzebuje żadnej ochrony, a nawet z dumą pokazuje brakujący fragment palca. Tak się ze szwagrem pracowało!

Nie słuchajcie takich „fachowców” i nie ufajcie sobie za bardzo. Wypadki charakteryzują się tym, że nikt się ich nie spodziewa – oto cała tajemnica problemu. Zabezpieczamy się właśnie dlatego, że nie mamy wiedzy na temat tego co niesie przyszłość (chyba że jesteśmy Wróżbitą Maciejem).

W tym całym BHP nie chodzi wcale o utrudnianie sobie życia, w imię bezsensownych zasad. Chodzi o myślenie, o przewidywanie i o troskę o siebie. Przecież jako ludzie jesteśmy ważni.

Restauracja Na Talerzach

Niedawno miałem okazję zmierzyć się z ciekawym i dość dużym projektem. Dla nowo otwartej w warszawskim Wilanowie restauracji Na Talerzach wykonałem płytki ozdabiające bar, doniczki oraz różnego rodzaju naczynia. Koncepcję dostarczyła architektka Kamila Miryn z A+D Retail Store Design. Do mnie należało wykonanie. Udało się! Około 700 kolorowych płytek pokryło centralny element restauracji – bar, za którym możemy podejrzeć pracę kucharzy. W przypadku tego projektu różnorodność poszczególnych płytek (nawet w ramach tego samego koloru) stała się jego esencją, smaczkiem, który doceni każdy, kto uważnie przyjrzy się szczegółom. Wykonanie ponad 700 płytek kosztowało dużo pracy, ale efekt przerósł moje oczekiwania. W innej części restauracji znajduje się ściana z roślinami mieszkającymi w doniczkach wytoczonych przeze mnie na kole garncarskim. Podobne doniczki, ale mniejsze, zostały wykorzystane jako naczynia do podawania sztućców, a także frytek.

Ważnym elementem menu restauracji są tapasy – niewielkie przekąski. Podaje się je w prostokątnych naczynkach, które również wyszły z mojego pieca. Zupy i makarony kucharze serwują w głębokich, kolorowych naczyniach, których tradycyjny kształt został zmodyfikowany ukośnym ścięciem.

Wszystkie elementy wystroju i naczynia współgrają ze sobą. Łączy je przede wszystkim duża ilość intensywnych kolorów, obecnych również w innych elementach wnętrza. Dzięki nim w restauracji panuje przyjemny, radosny klimat. Całości dopełnia oczywiście to co najważniejsze – znakomite jedzenie.

Bruce Lee też popełniał błędy

Mistakes are always forgivable, if one has the courage to admit them.

Bruce Lee

Nie uda się panu!

Ja też kiedyś zaczynałem. A było to tak: „Dzień dobry, czy Państwo produkujecie piece do ceramiki?” – tymi słowami witam się z osobą po drugiej stronie linii, licząc na to, że rozmawiam z kimś, kto doradzi mi i pomoże wybrać odpowiedni model pieca. „Tak, produkujemy, ale czy pan jest ceramikiem?” – odpowiada mi ten ktoś, a ja już wiem, że nie ubijemy interesu; „…bo wie Pan, nie poradzi pan sobie, lepiej niech pan od nas kupi piec do topienia szkła, wszystko pokażemy, wszystkiego nauczymy, to jest teraz bardzo modne.”

Inna sytuacja, w domu moich znajomych, podczas której opowiadałem o tym, że właśnie zakładam pracownię ceramiczną. Pewien obcy mi pan, który także tam był, z powątpiewaniem oznajmił: „pracownię, pracownię… to potrzeba pieca! Ma pan w ogóle piec?” Żałuję, że nie zgrywałem głupiego i nie zapytałem tego „fachowca” czy nie dałoby się jakoś w piekarniku wypalać. Przecież to prawie to samo.

Robisz to źle

Dooobra, piec jest, glina i szkliwa są… to do roboty! Pierwszy rok działania mojej pracowni to przede wszystkim rok nauki, organizacji wszystkiego od podstaw i weryfikacji miliarda pomysłów, z których część przeszła do następnego etapu, a część do kosza. Jako że jestem tylko człowiekiem, pozwoliłem sobie popełnić po drodze trochę błędów. W ten sposób chyba najlepiej zdobywa się doświadczenie.

Piec jest i grzeje. Świetnie – na pewno zdjęcie rozżarzonych do czerwoności spiral będzie bardzo efektowne. Efektowna jest też natychmiast zapalająca się szmata, która znajduje się na drodze powietrza o temperaturze zaledwie 300°C. Pożaru nie było.

Piec zieje gorącym powietrzem

Odlewanie w formach gipsowych to dość prosta i wygodna metoda produkcji powtarzalnych produktów. Żeby jednak wszystko grało zarówno masa lejna, jak i gips, którego użyto do produkcji form muszą być dobrej jakości. Moja pierwsza masa lejna nadawała się do odlewania jak drzwi do lasu. Nie kupuje się dużej ilości materiału bez jego wcześniejszego sprawdzenia. Teraz staram się pracować na materiałach sprawdzonych i dobrej jakości, a duży zapas tej kiepskiej gliny powoli zjadam.

Zmorą każdego ceramika jest szkliwo spływające z prac i zastygające na półce. Jeżeli jest go niewiele, to jakoś da się to wszystko odłupać, ale jeśli duża ilość szkliwa wżarła się w półkę, to bez szlifierki kątowej dużej mocy będzie ciężko. Półki do pieca tanie nie są. Coraz większą uwagę zwracam na ilość szkliwa nakładaną na prace nasze i te wykonane na warsztatach.

Aerograf, o którym pisałem już tutaj, to fajna zabawka, ale bardzo delikatna. W ciągu roku udało mi się załatwić 2 dysze i 2 iglice. Winny okazał się być sam aerograf, który na szczęście firma MAR bezpłatnie mi wymieniła. W przyszłości trzeba będzie zastanowić się nad kupnem pistoletu z dyszą większą niż 0,3 mm. Do nakładania grubej warstwy szkliwa taka dysza jest jednak trochę za mała.

Pęknięta dysza

Makaronowe literki odkryte dzięki pracowni Para Buch sprawdzają się idealnie gdy chcemy wykonać ładny napis w glinie. Możemy je wcisnąć i zostawić – w piecu spopielą się. Podczas suszenia warto dać im się przewietrzyć, bo w przeciwnym razie…

pleśń

Już pisałem o tym jak bardzo ciągnie mnie do prac budowanych z podłużnych, delikatnych wstążek. Do tego, że czasem się coś rozwali trzeba się przygotować już w momencie zabierania się do pracy. Nie należy się dziwić, że coś takiego dzieje się przy wykańczaniu niezwykle delikatnej pracy – patery ażurowej, lepionej z wielu glinowych wstążek. Wyjęcie jej z formy to już powód do świętowania. Potem wykańczanie i… trach! Nie pierwszy i nie ostatni raz. Patera już nie jest paterą, jest ozdobą nad drzwiami w pracowni – też dobrze!

Ozdoba, która była paterą

Samodzielne robienie form gipsowych do odlewania nie jest takie proste jak pokazują to obrazki w podręcznikach dla ceramików. Potrzeba trochę wprawy i wiedzy, którą najlepiej zdobyć od znawcy tematu – praktyka. Moja pierwsza forma do kubka nie jest idealnie spasowana, co powoduje powstawanie dość dużego szwu i przysparza więcej pracy. Następna będzie już idealna!

Szew na odlewie

Człowiek uczy się całe życie. Błędów popełnię jeszcze ho ho, ale mam nadzieję, że będę w tym co robię coraz lepszy.

 

Podsumowanie roku 2013

co dalej w 2014?
Nie da się nie podsumować roku, który minął – był dla mnie bardzo intensywny. Ponieważ pracownia powstała na początku roku, większą jego część poświęciłem na jej urządzanie, eksperymentowanie, uczenie się i dopracowywanie wielu (może nawet zbyt wielu) pomysłów. Zacząłem uczyć się dwóch ważnych technik: tworzenia form gipsowych i toczenia na kole garncarskim. Przede mną jeszcze wiele nauki (właściwie aż do śmierci), ale i ile satysfakcji. W tych zmaganiach z własnym biznesem wsparło mnie wiele osób, służąc nie tylko pomocą w ogarnięciu miliarda problemów, ale też wsparciem duchowym, które było mi bardzo potrzebne. Dzięki za wasze Ciepło!
W nowym roku życzę sobie jeszcze więcej ceramicznych pomysłów i oczywiście ich realizacji, ale przede wszystkim jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju. Już teraz przygotowuję się do prowadzenia warsztatów dla dzieci i młodzieży w przedszkolach i szkołach. Podejrzewam też, że moja oferta produktowa bardziej się skrystalizuje. Szczególnie pociągające są naścienne ozdoby i loga. Jeden z takich projektów zrealizowałem (logo dla Południka Zero) i nie mam dosyć.

Logo z gliny dla Południka Zero

Niedawno zakończyłem pracę nad dużym logiem wykonanym z gliny na zamówienie Południka Zero – podróżniczej knajpy z Warszawy. Pomimo pewnych trudności udało się. Logo wisi już w Południku przy ul. Wilczej 25 w Warszawie. Można je obejrzeć sącząc herbatę czy piwo w unikalnej, ciepłej atmosferze.

Tak duże dekoracje naścienne robione z gliny to rodzaj pracy, która z jednej strony daje ogromne możliwości, a z drugiej wymaga dokładnego przemyślenia wszystkich etapów tworzenia. W tym przypadku liczba elementów i docelowa wielkość loga zapewniły nam wiele godzin pracy, ale też ogromną satysfakcję.

„Logo z gliny? Metr na półtora? Ale jak Ty chcesz to zrobić?” – takie pytanie często słyszałem, gdy opowiadałem znajomym o szykującym się zamówieniu. Szczerze mówiąc, sam nie byłem do końca pewien jak. Ogólny zarys tego co ma powstać był w głowie, problem jednak w tym, że należało dograć każdy szczegół dotyczący wycinania w glinie, dzielenia całości na mniejsze fragmenty, pasowania, suszenia, wypalania, szkliwienia, transportowania i montażu. Dodatkowo należało dobrze oznaczyć wszystkie elementy, żeby układanie gotowej pracy nie przypominało układania puzzli, w których wszystkie kawałki wyglądają niemal identycznie.

Na szczęście się udało! 🙂

Naczynia ażurowe – czy to się uda?

Od dłuższego czasu marzyły mi się naczynia wykonane z cienkich i długich kawałków gliny, tworzących ażurowy szkielet. Zupy z nich nie zjemy, ale nadadzą się do przechowywania np. owoców. Trudność wykonania polega przede wszystkim na konieczności wyprodukowania dużej ilości nieuszkodzonych długich glinianych elementów oraz wykończeniu i wstawieniu do pieca bez uszkodzenia. Życzę sobie z całego serca, żeby nic się nie rozwaliło 🙂

Ażurowa patera z gliny

Prace z formami

Dzięki pomocy Bartka Mejora, który gościnnie korzysta z naszej pracowni, udało się pozyskać gipsowy model dużej miski, który posłuży do stworzenia formy (także gipsowej). Po raz kolejny mieliśmy szczęście – elastyczne wiadro, które kupiłem właściwie przez pomyłkę jako zbyt duże, okazało się idealne rozmiarowo przy odlewaniu naszego modelu 🙂 Praca z gipsem jak zwykle okupiona była koniecznością dokładnego sprzątania. Więcej informacji o pracy Bartka znajdziecie na jego stronie.

 

Znaczki na drzwi

Drzwi łazienki i toalety zostały w naszym mieszkaniu oznaczone w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do ich funkcji. Nasze koty uznały jednak, że ma tu miejsce segregacja gatunkowa, bo „ich” znaczek jest na ostatnim miejscu. Znaczki wykonała Basia.znaczki

Nowe wzory kolczyków – eksperymenty szkliwne

Wczoraj wyciągnąłem je z pieca parząc ręce niemiłosiernie. Ta niecierpliwość mnie zgubi 🙂
Na drugim zdjęciu możecie zobaczyć jak wyglądają szkliwa przed wypałem.

 

Nie samym chlebem ceramik żyje

Nareszcie zostały wywołane zdjęcia, które robiła mi Ania w ramach pracownianej sesji.
Więcej zdjęć (nie tylko moich) autorstwa Ani na jej blogu.

Wszystko robimy ręcznie!

Wiedziałem co robię, studiując poligrafię. Dziś własnymi ręcami wyprodukowałem wizytówki pracowni. Oprócz wizytówek sami wykonujemy też różne opakowania, np. kartoniki do kolczyków i torebki papierowe (te ostatnie tylko zadrukowujemy sami). Niektóre produkty pakujemy w pudełka zaprojektowane specjalnie dla nich. Jesteśmy w stanie wykonać opakowanie na zamówienie, także z drukiem. Ręcznym, oczywiście.

Niech żyje rękodzieło!

 

Oficjalne otwarcie pracowni

9 lutego 2013 r. miało miejsce oficjalne otwarcie naszej pracowni. Goście przewijali się przez pracownię przez cały dzień. Dzięki za obecność i miłe słowa!

 

Piec

Dziś zaszczycił nas swoją obecnością piec. Wreszcie możemy zacząć wypalać. Jest to piec do wypału ceramiki Kittec CB 66 S. Maksymalna temperatura, którą osiąga to 1320 °C. Nie jest wielki, ale na początek na pewno wystarczy. Nie możemy się doczekać pierwszych wypałów.

Pracownia to miejsce – potrzebne jest lokum

15 stycznia 2013 roku podpisaliśmy umowę najmu i rozpoczęliśmy urządzanie pracowni. Od czegoś trzeba zacząć 🙂
Bardzo dużo osób pomogło nam wyposażyć pracownię oddając za darmo meble czy sprzęt AGD. Dziękujemy!