Naprawa pieca

Ten dzień nie zapowiadał się jakoś szczególnie, a zestaw porannych czynności obejmował to co zwykle. Mam taki odruch, że gdy wchodzę do pracowni, od razu patrzę na piec, a konkretnie – na sterownik. Najczęściej widnieje na nim obecna temperatura pieca, co pozwala mi oszacować ile jeszcze będzie stygł po wypale i ile minie czasu zanim go otworzę. Czasem sterownik pokazuje błąd B2 lub B3, co oznacza, że nastąpiła przerwa w dostawie prądu i piec kontynuował lub zatrzymał wypał – zdarza się. Tym razem jednak, na wyświetlaczu żarzyły się na czerwono inne znaki – A4. Często boimy się tego, czego nie znamy – no to się wystraszyłem. Instrukcja sterownika mówiła wyraźnie – to może oznaczać przepaloną spiralę, czyli element grzewczy znajdujący się w ścianie, a czasem i w klapie bądź podłodze pieca. Ponieważ piec był jeszcze zbyt gorący by go otwierać, musiałem zająć się czymś innym. W pracowni nigdy nie brakuje rzeczy do zrobienia. Nigdy, zapewniam Was. Ale strasznie mi praca nie szła, a myśli krążyły wokół tego co mogło się wydarzyć w piecu. Czy spirala po 3 latach i 320 wypałach może się zużyć? Czy to już teraz? Podczas tych intensywnych rozmyślań przypomniałem sobie, że wstawiłem do pieca pewną próbkę – wsypane do miseczki kawałki kwarcu (podobno), które miały się stopić, by dać jakiś ciekawy efekt. Próbkę wypalałem w ramach eksperymentu dla osoby przychodzącej na warsztaty. Sam byłem ciekaw co wyjdzie.

Po otwarciu pieca i dostrzeżeniu dziwnych plamek na półce i pracach znajdujących się obok próbki, nie miałem wątpliwości, że ten wypał był wyjątkowy. Po wyjęciu półek moim oczom ukazało się miejsce, gdzie rozegrał się dramat tej nocy. Okopcony krater w cegle i brak ok. 4 cm spirali świadczył niezbicie, że próbka zagotowała się i wystrzeliła jak wulkan na wszystkie strony, spadając na spiralę i powodując jej przepalenie.

Gdy już wypłakałem się w poduszkę, przyszedł czas na zorganizowanie naprawy i to w tzw. trybie ASAP – trzeba wypalać kolejne zamówienia oraz prace warsztatowe. Z pomocą i dobrą radą przyszli Magda Łysiak, Kasia Modrzejewska i Kuba Kalinowski. Dzięki ich wsparciu oszacowałem swoje szanse na samodzielną naprawę na poziomie „dasz sobie radę”. Spiralę postanowiłem zamówić u polskiego producenta elementów grzejnych, rezygnując z droższej, oryginalnej od producenta pieca. Warto zauważyć, że w tym piecu spirala jest jedna, co oznacza konieczność wymiany całości. Nie jest to jakiś gigant, ale nie jest to też mikro-piecyk, dlatego zupełnie nie rozumiem, dlaczego producent nie podzielił spirali na co najmniej 2 odcinki. A nie, przepraszam, chyba wiem dlaczego…

Samą wymianę spirali miałem okazję kiedyś obserwować, więc powtórzenie tego nie było żadnym wyczynem. Po pierwsze należy odłączyć zasilanie pieca – wiadomo. Potem, za pomocą wąskich szczypiec należy wyjąć „szpilki” przytrzymujące spiralę; w skrzynce elektrycznej odłączyć ją od zacisków i już można całość wybebeszyć. Ponieważ element grzewczy musi być identyczny, musiałem zawieźć spiralę na wzór. Podczas gdy z kanthalowego drutu skręcano nową grzałkę, ja musiałem naprawić cegiełkę oraz oczyścić wnętrze pieca z wszelkich zabrudzeń substancją, która go zniszczyła. Zdemontowałem klapę, wyjąłem termoparę i odkręciłem skrzynkę z elektryką od korpusu pieca. Jej demontaż był o tyle łatwy, że wkręty mocujące ją zamieniły się po 3 latach używania pieca w rdzawe gwoździki – chemicy mieliby co analizować. Oczywiście wymieniłem je na nowe.

Blaszany płaszcz stanowiący obudowę pieca zabezpieczyłem taśmą transportową i zabrałem się do stopniowego poluzowywania go. Gdy luz między cegiełkami był na tyle duży, że dało się je swobodnie wyjmować, ogołacałem wnętrze z kolejnych klocków numerując je, by nie kombinować potem z dopasowywaniem – na pewno nie są identyczne.

Zniszczoną część cegiełki odciąłem i wyrzeźbiłem z nowej (można kupić w sklepach z materiałami ogniotrwałymi) fragment, w którym leży spirala. Musiałem ciąć 2 razy, bo za pierwszym nie wyszło mi to za dobrze i powstałyby spore szczeliny między sąsiednimi cegłami. Dosztukowaną część przykleiłem klejem do kominków odpornym na temperatury do 1500°C. Wszystkie pozostałe cegiełki bardzo dokładnie obejrzałem i usunąłem z nich dłutkiem wszelkie zabrudzenia, które mogłyby dalej trawić ceglaną tkankę lub, o zgrozo, nową spiralę. Po upchnięciu cegieł z powrotem i ściśnięciu płaszcza okazało się, że górny rant pieca, na którym spoczywa klapa, nie jest równy. Było to do przewidzenia – cegiełki nie ułożą się identycznie, na tym samym poziomie. Zeszlifowałem więc je na równo; różnice nie przekraczały 1 mm, więc poszło szybko. Na koniec cały piec bardzo dokładnie odkurzyłem.

Potem już było z górki. Zamontowałem termoparę i skrzynkę, włożyłem nową spiralę i przymocowałem ją „szpilkami”. Brakujące i połamane dorobiłem przycinając drut kanthal o średnicy 1,5 mm. „Szpilki” nie mogą być za długie, ponieważ mogą dojść aż do obudowy pieca powodując przebicie prądu na nią. Jeżeli do tego zapomnimy podłączyć uziemienie w skrzynce z elektryką to uratować nas przed porażeniem może już chyba tylko wyłącznik różnicowo-prądowy (ale o nim w innej notce). Podczas mocowania spirali trzeba zwrócić uwagę na równomierne jej naprężenie w całym kanale. Dobrze jest zrobić sobie jakieś narzędzie do dobijania „szpilki” do końca; może to być np. odpowiednio upiłowany gwóźdź. Ponieważ pozycja podczas montażu spirali jest jest bardzo niewygodna, a sama czynność jest czasochłonna, trzeba zatroszczyć się o swój kręgosłup. Do wyboru macie robienie przerw co jakiś czas (będzie dłużej), zakup egzoszkieletu (będzie drogo) lub rehabilitację (będzie niefajnie). Punktów mocowania „szpilek” było bardzo dużo, a dostęp do najgłębszej części pieca był bardzo utrudniony, dlatego miejsca, gdzie wbiłem „szpilkę” zaznaczałem flamastrem (tusz zniknie w trakcie wypału). Należy zwrócić uwagę, żeby nie wbijać „szpilki” w istniejące dziurki, tylko trochę obok – inaczej nie będzie dobrze trzymała.

Po upewnieniu się, że wszystko jest połączone jak poprzednio (wszelkie zdjęcia i opisy kabli są bardzo wskazane) oraz zadbaniu o dobre dopasowanie klapy, zaprogramowałem wypał na pusto, zgodnie z zaleceniem producenta spirali i gdy usłyszałem znajome klepanie styczników i mruczenie wydobywające się z pieca przybiłem sam sobie „piątkę”.

Pytania kontrolne po przeczytaniu notki:

  • Czy warto być samodzielnym? Odpowiedź uzasadnij.
  • Czy i w jaki sposób mogą pomóc mi inni? – ćwiczenie wykonaj w parze z inną osobą
  • Na co zwrócę uwagę podczas kolejnych eksperymentów? Jak zabezpieczę piec?

Pytanie dodatkowe (dla chętnych; z gwiazdką)

  • Jakich substancji nie wolno wkładać do pieca elektrycznego?

Życzę Wam spektakularnych efektów podczas wypałów i jak najmniej awarii! Dbajcie o swoje piece 🙂

2 myśli nt. „Naprawa pieca

  1. Ania

    Super wpis, właśnie dzisiaj po otwarciu pieca zauważyłam wielką, czarną dziurę między spiralami… Gdzie dokładnie można kupić taką spiralę? 🙂

    Odpowiedz
    1. ciepło właściweciepło właściwe Autor wpisu

      Ja się zawsze w tej sprawie kontaktuję z producentami pieców i zamawiam oryginalne. Można też zamówić wyprodukowanie takiej spirali u producentów elementów grzewczych, ale będą oni oczekiwali szeregu parametrów.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *